RODZINY KATYŃSKIEJ - OKRUCHY WSPOMNIEŃ

RODZINY KATYŃSKIEJ - OKRUCHY WSPOMNIEŃ

Ewa van der Coghen RODZINY KATYŃSKIEJ - OKRUCHY WSPOMNIEŃ

 

Była ich trójka. Znajomi mawiali - jak Trójca Święta - zawsze razem. Pogodni, życzliwi ludziom.

Ona - Joanna, drobna, utykająca, zawsze radosna, nauczycielka z domu Rutowska z Wieliczki pod Krakowem.

On wysoki, przystojny mężczyzna, mjr rez. Wojska Polskiego, doktor medycyny, w 1939 r. szef Służby Zdrowia Polskich Kolei Państwowych w Poznaniu. Miał prywatną praktykę. Zdarzało się, że płacił swoim pacjentom komorne, a na pytanie żony : „ile dziś zarobiłeś ?” odpowiadał, iż sumienie mu nie pozwoliło brać od tych biednych ludzi zapłaty za leczenie.

Niemal każde niedzielne popołudnie po Mszy Świętej szli do cukierni na ulubioną kremówkę. W kawiarni, zamawiając kawę, zawsze prosił o szklaneczkę wody.

Jego syn Staś po maturze został studentem medycyny.

W 1939 r. nastąpiła mobilizacja. Rozkazem Sztabu Armii Stanisław Zygmunt van der Coghen został powołany - jako rezerwista - do pełnienia służby lekarskiej i jako szef szpitala polowego wyjechał z Armią „Poznań” do Warszawy. Jego syn Stanisław Maria Bogdan van der Coghen jako podchorąży Akademii Medycznej pełnił w tym szpitalu funkcję sanitariusza ( ponieważ jeszcze nie był lekarzem ).

Kiedy szpital został opanowany przez oddziały Sowietów, żołnierze i oficerowie zostali rozbrojeni, internowani i jako jeńcy wojenni wkrótce załadowani do bydlęcych wagonów i wysłani na Wschód. Podczas tej „podróży” doktor Stanisław powiedział synowi, że „zdecydowanie coś jest nie w porządku” i polecił mu, by przy pierwszej nadarzającej się okazji uciekał z jenieckiego transportu. Na gorące protesty syna, który chciał jechać z ojcem dalej, odpowiedział, że jego obowiązkiem jako lekarza i oficera jest pozostać z żołnierzami. „Ty nie jesteś dowódcą, więc uciekaj” – powiedział. „Jedź do Krakowa i zaopiekuj się matką” – bowiem tam udała się Joanna.

Pewnej nocy kilku młodych żołnierzy i podchorążych wyłamało deski w burcie wagonu kolejowego, którym byli wiezieni i zaczęli wyskakiwać w mrok z pędzącego pociągu. Z otwartej lawety ciągnionej za pociągiem rozległy się przekleństwa i strzały z karabinu maszynowego w kierunku uciekających. Ale Sowieci pilnujący transportu byli pijani i strzelali w mrok na oślep. Niemniej kilku żołnierzom, którzy zaryzykowali ucieczkę udało się uciec. Wśród nich był Stanisław Maria Bogdan van der Coghen i jego przyjaciel p. Leszek Popiel z Bielska - Białej, którzy historię ucieczki najbliższym opowiedzieli.

Długie było czekanie na wiadomości od ojca Stasia. Po latach dotarła do rodziny wiadomość przekazana przez Siostrę Bożego Miłosierdzia, że widziała doktora w Ostaszkowie.

Mijały lata … lata niepewności … może żyje … może stracił pamięć … może z jakichś powodów nie może dotrzeć do swoich … Ciągle mieliśmy nadzieję, a wnuki modliły się, „żeby dziadziuś szybko do nas wrócił z wojny”.

Druga wiadomość – jak grom z nieba – dotarła do nas z Londynu. Kolega męża przysłał gazetę, w której opublikowano nazwiska bestialsko zamordowanych w Związku Radzieckim Polaków. Wśród nich był On – mój teść. Przeszedłszy obóz w Ostaszkowie, został ( jak się później okazało ) zamordowany w Twerze, a jego szczątki spoczywają w Miednoje.

Niestety jego wnuki … nie miały już szans poznać tego wspaniałego człowieka.

*     *     *     *     *

W 2000 roku z delegacją Rodzin Katyńskich udała się na otwarcie cmentarza w Miednoje Anna van der Coghen, w prostej linii wnuczka dr. Stanisława, by uczcić pamięć wymordowanej w 1940 roku polskiej inteligencji, żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego.

Wstrząsające wrażenie zrobił na zebranych potężny dzwon umieszczony do połowy we wnętrzu ziemi, pod tablicą tysięcy zamordowanych, który zabrzmiał jak wołanie zmarłych zza grobu - nie zapomnijcie ! …

Dziś po kolejnej Mszy katyńskiej tylko dwie osoby zapaliły pod pomnikiem znicze …

Czyżbyśmy już zapomnieli …

 

Katowice, dnia 3 kwietnia 2011 roku