WSPOMNIENIE WNUCZKI

WSPOMNIENIE WNUCZKI

Ewa van der Coghen WSPOMNIENIE WNUCZKI

SEWERYN UDZIELA 1857 - 1937

Otrzymałam zaproszenie na uroczystość 25-lecia nadania Szkole Podstawowej nr 5 w Ropczycach imienia Seweryna Udzieli - mojego dziadka. Zdumiałam się, że pamięć o skromnym etnografie przetrwała.

Ożyły wspomnienia sprzed ponad pół wieku.

Odczułam potrzebę opowiedzenia o nim; o człowieku - entuzjaście, który kochał przyrodę, folklor, który starał się uchwycić historię w drobnych i dla wielu nieważnych przedmiotach codziennego użytku. Chcę tego dokonać jako świadek tamtych czasów - wtedy kilkuletni berbeć; wpatrzona w tę nietuzinkową postać jego wnuczka w pierwszej linii, córka najstarszej córki Heleny.

A było tak.

Dziadka, my Brzostyńscy, nazywaliśmy "Dziadzio Biały" z racji jego siwej głowy ( mówiło się, że siwy był prawie zawsze, wskutek traumatycznych przeżyć za młodu we Lwowie ), w odróżnieniu od drugiego dziadka, który był brunetem, a którego my dzieciaki nazywaliśmy "Dziadziem Czarnym". Pamiętam jak wspaniale było wspinać się na kolana "Dziadzia Białego" i - za jego przyzwoleniem- delikatnie kłaść dłonie na jedwabistej, śnieżnej, wysokiej czuprynie.

Był wspaniałym dziadkiem. Zawsze nas czymś zaskakiwał. Bywało, że - wracając z Wawelu, gdzie w izdebce wieży zwanej "Kurzą Stopką" gromadził swoje zbiory- wstępował do swej ukochanej córki Halusi -czyli mojej mamy- i za każdym razem coś przynosił. Ośmieleni zachętą zaglądaliśmy ciekawie do przepastnych kieszeni jego surduta. Znajdowaliśmy tam różne niespodzianki: raz był to ptaszek ze złamaną nóżką znaleziony na drodze pod kasztanem, innym razem - ku przerażeniu mojej mamy - dwie białe myszki, na widok których mama krzyknęła: "co to będzie, jak się rozmnożą !?" Czasami opowiadał nam mrożące krew w żyłach bajki i bajdy ludowe. Wtedy - z rozszerzonymi przestrachem oczami - kryliśmy się za oparciem starej kanapy.

Niezwykle ciekawe były spacery z Dziadziem. W drodze na Wawel, gdzie nas czasem zapraszał, uczył nas odróżniać drzewa: a to po liściach, a to po korze czy koronie, a to po owocach. Zaznajamiał nas z nazwami krzewów ( przestrzegał przed wilczą jagodą ), różnych traw i ziół, które spotykaliśmy po drodze. Był zauroczony przyrodą, oczekiwał jej poszanowania przez ludzi i tego nas uczył.

Gdy dotarliśmy w końcu do jego "dziupli skarbów" w wieży wawelskiej, musieliśmy się wspinać po krętych, wąskich, drewnianych schodach, wdychać charakterystyczny pył wiekowych staroci. Celem wspinaczki była okrągła izdebka patrząca na świat małymi okienkami, przeznaczonymi niegdyś dla strzelców broniących Zamku*. Oglądaliśmy wspaniałe zbiory ginącej kultury, słuchaliśmy opowieści o niektórych przedmiotach i ich zastosowaniu.

Istotnie, wielką zasługą "Dziadzia Białego" była umiejętność dostrzegania i kolekcjonowania przedmiotów ciekawych, czasem zwykłych, ale często unikalnych, osobliwych. Wynikało to z jego zawodu. Był bowiem nauczycielem, inspektorem szkolnym. Jeździł po okolicznych wioskach podkrakowskich jednokonką i sumiennie sprawdzał poziom nauczania w wiejskich szkołach. Przy okazji rozmawiał z ciekawymi miejskich nowinek i świata mieszkańcami. Dostrzegł wyrzucane na śmietnik niepotrzebne już przedmioty: zardzewiałe radła, siekiery, figurki przeróżne, które uważał za zapis historii. Pytał, czy - zamiast wyrzucać - nie zechcieliby ich ofiarować np. muzeum. I zaczęło się przewracanie starych, dawno nie otwieranych skrzyń, w których gospodynie odnajdywały nie używaną już odzież: serdaki, stare koronki, niemodne ozdoby, okazjonalne stroje. Tak dużo się tego nazbierało, że - nie mając jeszcze pomieszczenia w wieży - dziadek zajął jeden z pokoi swojego mieszkania. Przerażona babcia Helena (z domu Piotrowska, która wychowała mu trzech synów i trzy córki ) wołała: "bój się Boga Sewciu, przecież ten pokój dzieciom potrzebny!!!" Niezrażony dziadek biegał po Krakowie i szukał pomocy. Zapraszał do domu profesorów Uniwersytetu Jagiellońskiego, często też rabinów, aby weryfikowali ocalone skarby i skrzętnie notował ich uwagi. Udało mu się zainteresować tym problemem profesora Estreichera, który wystarał się o zezwolenie władz, by zebrane przedmioty tymczasowo umieścić w opuszczonej i mocno zdewastowanej przybudówce na Wawelu.

Długie i żmudne było poszukiwanie odpowiedniego miejsca. Dziś zbiory Seweryna Udzieli znajdują się w starym Ratuszu na Placu Wolnica, a na budynku widnieje czerwona tablica z napisem:

MUZEUM ETNOGRAFICZNE im. SEWERYNA UDZIELI

 

Jestem szczerze dumna z mojego dziadka, a Szkole Podstawowej nr 5 w Ropczycach wdzięczna za pamięć, jaką otacza tę nieprzeciętną, a jakże mi bliską postać.

Ewa z Brzostyńskich van der Coghen


*mury Wawelskiego Zamku wieńczą różne wieże strażnicze, które mają różne nazwy jak np. "Mysia Wieża" czy "Kurza Stopka"

Encyklopedia Powszechna PWN, Suplement, Warszawa, 1988, s. 520

"Udziela Seweryn (1857-1937), etnograf, jeden z twórców i od 1911 roku dyrektor Muzeum Etnograficznego w Krakowie; badacz i popularyzator folkloru i kultury ludu Małopolski;
- Materiały etnograficzne z miasta Ropczyc i okolicy (1886)
- Krakowiacy (1924)"