ROSPUDA

ROSPUDA

Ewa van der Coghen ROSPUDA

Iskra szczęścia ukazała mi się dziesiątki lat temu na wakacjach..... w Rospudzie. Wtedy , jako bosonogie dziewczę brnęłam po żółtym piachu, przez pachnący żywicą, gęsty las czerwono piennej sosny, w upale..... by w końcu dotrzeć wraz z przyjaciółmi po upragnioną kąpiel do jeziora Jałowego.

Pamiętam - stanęliśmy nagle, jak wryci, ocierając pot z czoła. Spoza sylwetek pni drzew wychynęło jezioro - o k o p u s z c z y . Było czyste, lśniące seledynem, jak drogocenny szmaragd.....
Lustro wody otoczone gęsto sitowiem trzcin z brunatnymi pałkami, jak oko rzęsami... Muł tego zadziwiającego jeziora był niebieski - stąd kolor wody w promieniach słońca...

U brzegu tkwiła , kołysząc się , brunatna łódka z wiosłami. Trzeba było skokami dostać się do niej, bo nogi niebezpiecznie grzęzły w miękkim mule.

Wypłynęliśmy na środek jeziora - podobno to cud pomorenowy o głębokości 20 metrów. Tu dopiero mogliśmy pływać z dala od wysokich jak drzewa wodorostów, które chwiały się ożywione falą wioseł. Wokół cisza ... przerywana nawoływaniem popielatych czaplo, które frunęły w błękicie w zawody z białymi obłokami...

Czy słowo zdoła oddać piękno iskry szczęścia ?


W: Prezentacja poetycka dn. 12.06.07 oraz 04.12.07 : Niektórzy lubią poezję , poz.6