WYPRAWA NA WULKAN

WYPRAWA NA WULKAN

Krystyna Kwaśniok WYPRAWA NA WULKAN

Etna - cel mojej podróży. Na spotkanie z wulkanem wybrałam się pieszo drogą pnącą się serpentynami w górę. W powietrzu czułam zapach siarki i ognia. Cały teren - jak okiem sięgnąć - to rumowisko czarnych i szarobrązowych brył spękanych i pełnych szczelin. Skorupy pod stopami, porowate jak pumeks, wydają się kruche. Dopiero po stąpnięciu na nie czuje się, jak są twarde i nierówne. Dochodzę do brzegu przepastnego krateru, który wygląda jak olbrzymi lej o szarych brzegach, zwężających się ku dołowi. Jego wnętrze mieni się barwami szarości, zieleni i cynobru. W oddali widzę więcej wulkanicznych stożków. Z niektórych sączą się smużki dymu. Rozległe pustkowie, księżycowy krajobraz, pozorny bezruch. Przysiadam na zrębie skalnym i sycę oczy niezwykłym widokiem. W blasku słońca skały połyskują i mienią się kolorami. Wysoko nade mną dymi stożek ETNY.
Myślę o ogromie wszechświata i kruchości ludzkiej egzystencji, o żywiołach natury, o Stwórcy.
Pora wracać. Teraz całą uwagę skupiam na bezpiecznym schodzeniu. W pewnej chwili zza załomu skalnego wyłoniła się przepięknie ubarwiona łąka kwiatowa. Zjawisko jak ze snu. Z czarnej wulkanicznej lawy wykwitały dziesiątki, ba setki prześlicznych, kolorowych kwiatów. Mój Boże, czegóż tam nie było! Z ciemnozielonych liści wykwitały fiołki etneńskie. Obok wystrzeliły ciernie suchorośla o intensywnie żółtych kwiatach. Gdzieniegdzie kępy traw i czerwone kiście kuleczkowatych nasion acacitulidy. Paletę barw dopełniała genista etneńska - ciernisty krzew o pomarańczowych kwiatach, zwany u nas janowcem. Patrzyłam na to zjawisko nie wierząc własnym oczom. Pomyślałam, jak wielka jest chęć życia i przetrwania tych maleńkich roślinek. Zasiedliły wulkaniczną lawę i trwały tu z podziwu godnym uporem.
Czyż nie powinnam od nich uczyć się walki z przeciwnościami losu?


W: Prezentacja poetycka dn. 12.06.07: Niektórzy lubią poezję, poz.7